Obóz w Ustce

Minął rok i młodzież Promyka po raz kolejny wybrała się na obóz szkoleniowy do Ustki. Tym razem nad morzem przebywaliśmy w dniach 31 lipca – 9 sierpnia.

Poniżej relacje z każdego dnia pobytu naszych młodych piłkarzy na obozie.

Dzień 1

Dokładnie o 4:15 spod siedziby Klubu wyruszył autobus w kierunku Ustki. Noc nie była więc zbyt długa dla promykowej młodzieży, ale biorąc pod uwagę, że czeka ich dziesięciodniowa przygoda to też i ciężko zmrużyć oko. Podróż przebiegła bardzo sprawnie, gdyż… osiem godzin później byliśmy na miejscu. W jej trakcie kierownik obozu po raz 148. sprawdził czy ma wszystkie potrzebne dokumenty, a nasi gracze grzecznie siedzieli, nie rozrabiali, wykonywali wszelkie polecenia trenerów i także tego… Błogą ciszę przerwał jednak wrzask trenera Marcina Jaworskiego: „PENDRIVE!”. Najzwyklejszy nośnik danych, który niektórzy z czytelników być może mają nawet w zasięgu wzroku został w Nowej Suchej. Szybka analiza przyczynowo-skutkowa w jaki sposób mógłby się on znaleźć w Ustce zaowocowała genialnym pomysłem. Postawiliśmy na Pocztę Polską. Dotychczas nie udało się ustalić co może się na nim znajdować więc możecie spróbować swoich sił w komentarzach. Wracając do warunków obozowych należy podkreślić, że wszystko jest nam już dobrze znane. Zarówno ośrodek jak i obiekty sportowe mamy obcykane więc zakwaterowanie i pierwszy nadmorski obiad przebiegły bez zbędnych opóźnień. Po nim najstarsza grupa udała się na zabawę biegową, a młodsi rozpoczęli spokojniej i ruszyli na plażę. Każdy z trenerów wybrał więc inną strategię na inaugurację, ale po kolacji i tak wszyscy mieli ochotę na gry i zabawy. Starsi szukają relaksu wykorzystując do tego stół do ping-ponga i inne ciekawe gadżety, natomiast młodszych ciężko odciągnąć od piłki, gdyż po spacerze po piasku po południu, na wieczór zaplanowali sobie grę w piłkę plażową. Pierwszy dzień przebiegł więc spokojnie i powoli wdrażamy się w cykl treningowy. Nadchodzący poranek przyniesie już pierwszy rozruch więc ruszamy na poważnie…

Dzień 2

Na poranny rozruch wybrała się tylko drużyna Juniorów Młodszych. Pozostali piłkarze do śniadania przygotowywali się poprzez spokojny sen. Po posiłku młodsze grupy odbyły wspólny trening na boisku, natomiast rocznik 2002 plan na ten dzień miał bardzo prosty – zwiedzanie różnych zakątków Ustki w ciągłym biegu. W tej sytuacji zarówno przed jak i po obiedzie nasi piłkarze pracowali nad przygotowaniem kondycyjnym. Trenerzy roczników 2005 i 2006 stosują za to bardzie nowatorskie metody treningowe i szykują dla swoich podopiecznych gry i zabawy na plaży. Dzięki temu mamy pierwsze efekty obozu. Dało się zaobserwować, że ci trenujący na plaży są bardziej opaleni od tych biegających po lesie. Powoli zaczynają nas także odwiedzać trenerzy z innych drużyn przebywających nad morzem. Pierwszym przeciwnikiem z którym zagramy będzie Jantar Ustka, ale szykują się też inne ciekawe pojedynki. Wspólne treningi dwóch młodszych grup zaowocowały umówieniem wewnętrznego sparingu, który zainauguruje kolejny dzień. Stąd też po kolacji wszyscy w skupieniu zabrali się za spanie.

Dzień 3

Tradycyjnie dzień rozpoczął się od porannego rozruchu. Na niego wyruszyli Juniorzy Młodsi, a pozostali myślami byli przy wewnętrznej grze kontrolnej. Z tego pojedynku zwycięsko wyszła starsza grupa, ale trener Krzysztof Kaczor dla swoich podopiecznych zaplanował aż dwa sparingi więc dla nich była to tylko rozgrzewka. Spotkanie z Jantarem Ustka miało zostać rozegrane o 18:00 więc rocznik 2005 otrzymał trochę wolnego czasu. Taryfy ulgowej nie zamierzali jednak stosować Rafał Muras oraz Marcin Jaworski i zabrali swoich zawodników na boisko. Wykonana praca pozwoliła udoskonalić piłkarskie umiejętności, ale przed kolacją i tak wszyscy skupiliśmy się na sparingu. Jantar Ustka dał nam niezłą lekcję, ale z każdej porażki można wyciągnąć pozytywne wnioski i tej wersji się trzymajmy. Ciekawostką pozostaje wiadomość, że na facebookowym profilu rocznika 2005 Jantaru można znaleźć zapowiedź, że zagrają oni z… Akademią Piłkarską Sochaczew. Jak dobrze pójdzie to nawet nikt się nie dowie, że przegraliśmy ;) Na koniec dnia cała promykowa społeczność połączyła siły, aby dopingować Legię w walce o Ligę Mistrzów. Ostateczne rozstrzygnięcie nie było zadowalające, ale przynajmniej wspólnie spędziliśmy czas w zgranej grupie.

Dzień 4

Obrana strategia na obozowy harmonogram sugeruje, że przed śniadaniem biegają tylko Juniorzy Młodsi. Pozostali nie potrzebują rozruchu żeby mieć rano apetyt. Po posiłku kolejny raz podzieliliśmy się na grupy. Tym razem na boisko wybrali się podopieczni Marcina Jaworskiego i Krzysztofa Kaczora, natomiast Rafał Muras pomaszerował do lasu. Nikt nie wie co działo się gdy zniknęli za pierwszymi drzewami, ale każda metoda szkoleniowa jest dobra jeśli przynosi efekty. Tu efekt był piorunujący, bo w sparingu po obiedzie pokonaliśmy Olympic Wrocław 10:0, a łupem bramkowym podzielili się Mateusz Łukawski, Bartosz Figat, Paweł Rozmarynowski, Oliwier Tataj i Bartosz Bernaszuk. Obserwujący to z boku Marcin Jaworski długo się nie zastanawiał i czym prędzej także ruszył na… grzyby. Trudy codziennych zajęć powoli stają się odczuwalne więc zwykły spacer dobrze zrobił naszym graczom. Taryfy ulgowej nie stosuje jednak Krzysztof Kaczor, stąd też ponownie zobaczyliśmy go na boisku. Podczas kolacji dużo mówiło się, że wieczorem będzie mecz, ale tylko wtajemniczeni dobrze wiedzieli, że wcale nie chodzi o Lecha Poznań i Arkę Gdynia. Na piaszczystym boisku tuż przy ośrodku odbył się prestiżowy pojedynek o puchar kierownika obozu. Naprzeciw siebie stanęli: rocznik 2002 oraz kadra trenerska wspomagana przez rodziców, którzy zupełnie niespodziewanie stacjonują w różnych zakątkach Ustki. Spotkanie prowadzone było pod dyktando Juniorów, choć z tym faktem nie potrafiła pogodzić się starszyzna mocno krytykując decyzje podejmowane przez sędziego. Ostatecznie dwoma golami zwyciężyła młodzież odbierając gratulacje od kierownika obozu. Szef tego całego zamieszania miał zresztą dziś ważny dzień. Z wizytą przybyli do nas przedstawiciele kuratorium oświaty. Nie ma co tu dużo gadać. Owa pani jak zobaczyła Mariusz Mikulskiego to stwierdziła, że nawet nie musi mocno kontrolować, bo w papierach będzie porządek. Tak to już jest jak się wyrobi dobrą markę.

Dzień 5

Na porannym rozruchu zostało ustalone, że pojedynek rocznika 2002 z kadrą trenerską przerwany przedwcześnie przez burzę tak na prawdę nie został dokończony i druga połowa odbędzie się wieczorem. W tej sytuacji trener Marcin Jaworski zabrał swoich podopiecznych po śniadaniu na plażę. To tam odbyli swoje zajęcia, aby nie narzekali, że murawa była nieodpowiednia i to główny powód porażki. Pozostałe grupy miały mniej urozmaicony czas, a mianowicie śniadanie – trening na boisku – obiad – trening na boisku – kolacja. No po prostu nic się nie działo. Działo się za to u starszego rocznika, który po południu rozegrał sparing z Polonią Bydgoszcz. Zaczęliśmy wyśmienicie, gdy na prowadzenie wyprowadził nas Antoni Rejman. Niestety potem to rywale zdobywali kolejne bramki i skończyło się 1:8. Młodzi piłkarze chwilę odsapnęli, zjedli kolację i zaczęli szykować się do kolejnej rozgrywki. Tym razem naprzeciw nich stanęła kadra trenerska. Druga połowa przerwanego pojedynku rozpoczęła się od wyniku 5:3 dla rocznika 2002, ale stawka rywalizacji była bardzo duża, bo ten kto przegrywa ten robi pompki. Mecz pełen zwrotów akcji zakończył się wynikiem 8:7 dla kadry trenerskiej i młodzież Promyka dobrze wiedziała co będzie robić zanim zaśnie. Zasnąć nie mogli za to podopieczni Krzysztofa Kaczora i Rafała Murasa, którzy urządzili sobie wewnętrzną grę na piaszczystym boisku.

Dzień 6

Kolejny dzień był typowym dniem treningowym. Nie graliśmy sparingów, ani nie szukaliśmy innych rozrywek, choć na koniec dnia owa rozrywka sama nas znalazła. Ale po kolei… Każdy poranek przynosi nam rozruch Juniorów Młodszych. Z racji tego, że na boisku są swobodne warunki do treningu tylko dla dwóch grup to harmonogram układany jest tak, że jedni biegają po plaży lub lesie, a reszta trenuje na boisku. W ten sposób to grupa Marcina Jaworskiego po śniadaniu trenowała na piasku, natomiast podopieczni Rafała Murasa skorzystali z tej możliwości po obiedzie. Trener Krzysztof Kaczor tym razem miał całodniowy monopol na boisko. Na obozie mamy dodatkowo grupę Mariusza Mikulskiego, która spotyka się na treningach bramkarskich i właśnie takie zajęcia zostały przeprowadzone po południu. Zasadniczo można by przyjąć, że to koniec dnia, ale właściciel ośrodka co jakiś czas organizuje wieczorem dyskotekę dla wszystkich grup przybyłych nad morze. Akurat tych z Promyka nie trzeba długo nakłaniać do zabawy ;)

Dzień 7

Ogólnie przyjęło się, że niedziela jest dniem odpoczynku i tak też było na obozie w Ustce. Przed śniadaniem nie było rozruchu, a pierwsze zajęcia odbyły się dopiero po śniadaniu. Obraliśmy zasadę integracji, dlatego wszyscy wspólnie ruszyli na boisko. Każdy mógł udoskonalić swoje umiejętności, a po zajęciach wszyscy chętni wybrali się do kościoła. Następne wspólne spotkanie było na obiedzie, a podczas posiłku trenerzy obwieścili, że po południu wybieramy się na plażę. Każdy mógł poleżeć na piasku lub popluskać się w morzu i chętnie z tego skorzystał. Tym którym brakowało wrażeń pozostały gry i zabawy na terenie ośrodka już po kolacji. Był to więc spokojny dzień, ale z każdą godziną rosła świadomość, że zbliża się poniedziałek i dalsza ciężka praca nad doskonaleniem własnych umiejętności.

Dzień 8

Nowy tydzień rozpoczęliśmy rozruchem Juniorów Młodszych. Po śniadaniu z przywileju korzystania z boiska skorzystały młodsze grupy i dość szybko ustalili, że zagrają wewnętrzny sparing. Rocznikowi 2006 nie udało się zrewanżować za porażkę z pierwszych dni obozu i ponownie musieli uznać wyższość starszaków. Podopieczni Marcina Jaworskiego zrezygnowali z oglądania tej rozgrywki, ale powodem wcale nie była niechęć do podglądania młodych adeptów piłki nożnej Promyka Nowa Sucha. Ich trener po prostu zabrał ich na plażę, aby tam pracowali nad swoimi umiejętnościami. Po obiedzie na piasku trenowała za to grupa Rafała Murasa, a reszta pracowała na boisku. Nagrodą dla wszystkich za trud włożony w zajęcia była dyskoteka. Niektórzy już teraz zastanawiają się co bardziej wejdzie w nawyk naszym piłkarzom. Poranny rozruch czy wieczorna impreza?

Dzień 9

Jeśli ktoś myślał, że przedostatniego dnia obozu ktoś będzie miał taryfę ulgową to się grubo mylił. Juniorzy tradycyjnie wybrali się na poranny rozruch i dopiero po nim mogli zabrać się za śniadanie. Z racji tego, że tworzymy fajną grupę to ostatni przedpołudniowy trening odbyliśmy wspólnie na boisku. Podobnie mogło być też po obiedzie, ale na swe kroki na plażę skierowali tylko zawodnicy Marcina Jaworskiego i Krzysztofa Kaczora. Spowodowane było to faktem, że drużyna Rafała Murasa miała zaplanowany sparing. Z Ustką żegnamy się w bardzo dobrym stylu, gdyż pokonaliśmy miejscowy Jantar 10:2 po golach Bartosza Szałaj, Dawida Błaszczyk, Wiktora Sot, Mateusza Łukawskiego, Bartosza Figat i Nikolasa Krzemińskiego. W dobrych nastrojach zabraliśmy się za pakowanie, bo następnego dnia po śniadaniu ruszamy w kierunku Nowej Suchej.

Dzień 10

Ostatni dzień obozu to przede wszystkim podróż powrotna. Juniorzy Młodsi już nie mieli rozruchu, bo większość rzeczy mieli już spakowane. Wszyscy wspólnie zjedli śniadanie i o 9:05 ruszyliśmy w kierunku Nowej Suchej. Podróż przebiegła sprawnie i spokojnie i o 17:10 autobus zameldował się pod klubową szatnią.

Koniec

2 komentarze na temat “Obóz w Ustce

  1. Pozdrowienia dla kierownika obozu.Może złapie z nim kontakt….

  2. Życzę miłego pobytu i wytrwałości trenera i młodzieży <3 <3 <3

Komentarze są wyłączone